Rexona fresh Party 31.07.2015 & Rexona Stay Dance 01.08. 2015

Autor: Malinowa Chatka 2 komentarze
Połowa wakacji prawie za nami, został jeszcze cały miesiąc mojej ulubionej pory roku. Słońce, woda, opalenizna. Człowiek ma wiecej energii, czasu, ochoty na zabawę. Na pewno chętnie bierzecie udział w imprezach plenerowych, właśnie do dwóch  z nich chciałabym Was wszystkich zaprosić.

                                    Rexona nadaje rytm i zachęca do ruchu!
 Marka REXONA już nie raz udowodniła, że potrafi mówić do konsumentów w sposób niestandardowy i ciekawy. W tym roku w ramach kampanii promującej jedyne w Polsce antyperspiranty z technologią motionsense™ zostały przygotowane dwa niezwykle wydarzenia: Rexona Fresh Party – wieczorna impreza w rytmach klubowej muzyki oraz Rexona Stay  Dance – plażowy trening tańca. Każdy kto chce wziąć w nich udział powinien odwiedzić Sopot w dniach 31.07 i 01.08.2015 i udać się do Zatoki Sztuki. Nie zabraknie gwiazd, światowej klasy DJ’ejów oraz zabawy na najwyższym światowym poziomie. W tym roku Rexona nadaje rytm!


                            Rexona fresh Party
                                     31 lipiec


31 lipca 2015 roku marka Rexona i Zatoka Sztuki, organizują wydarzenie Rexona Fresh Party.
impreza rozpoczyna się o godź 20 w Sopocie, a więc możecie połączyć fajną imprezkę ze zwiedzaniem Trójmiasta, no i oczywiście z morską kąpielą.
Główną gwiazdą tego wieczoru będzie Dj Jerry Ropero, twórca takich hitów jak: Coracao, the Storm, czy Gipsy woman.  Na Bawic będzie można się też przy dźwiękach muzyki innych światowych Dj-ów:  Neevald, Mibro, Pequeno, Matush, Jordy Jay, Milkwish, Mibroto. Na imprezie swoja obecnośc zapowiadają też Rafał Maslak, Marcelina Zawadzka, czy Natalia Siwiec. Czyli jest szansa, na zdobycie autografu, czy też zdjecia z ulubiona gwiazdą.
Impreza startuje o godź 20, a bawimy się w Zatoce Sztuki
Nie przegapcie wydarzenia na Fb  https://www.facebook.com/events/935103899866094/






                                  Rexona Stay Dance 
                                         1 sierpień

Kolejny dzień upłynie pod znakiem plażowych zmagań z tańcem – laureaci You Can Dance – Brian Poniatowski i Natalia Gap zaproszą plażowiczów i gwiazdy do wspólnej zabawy podczas treningu Rexona Stay Dance zaaranżowanego w strefie Fit & Family na sopockiej plaży.
Więcej o imprezie znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/events/469190713243649/



Co powiecie na spontaniczny weekendowy wypad nad morze? Pogodę zapowiadają w sam raz ok 20 stopni, 

Sosy Folwark

Autor: Malinowa Chatka 1 komentarze
W mojej kuchni od pewnego czasu pojawiły się sosy do potraw polskiej marki Folwark.
Przyznam się, że już od dawna są dostępne w moich okolicach, ale ja wczesniej ich nie kupowałam, bo po prostu mam swoje ulubione firmy, ufam im i nie lubię ryzykować, że kupię coś nowego, a nie bedzie nam smakowało. Te sosy otrzymałam do testów i naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona ich smakami. Jednak miło jest czasem poznać coś nowego, polubić to i urozmaicić kuchnię.

Ulubieniec mojego męża Sos Kebab Gyros ostry
Dla wielbicieli pikantnych smaków, mamy wersje ostrzejszą z charakterem. Sos majonezowy o lekkiej konsystencji, wyrazistym ostrym smaku papryczki chili. Znakomity do potraw etnicznych oraz mies z grilla.
Ostry, mocny, sos z charakterem, naprawde jest pikantny, pierwszy smak, to majonezik, ale po chwili potrafi nieźle popalić. Tak więc uważajcie. Ulubieniec na grilla, w sumie głównie naszych panów, choć i my kobietki lubimy odrobine nałożyć na grillowane mięsko.

Sos Barbecue 
Sos Barbecue najbardziej popularny sos na świecie, w Ameryce niezastąpiony towarzysz każdego steka. Klasyczny, ciemny sos pomidorowy, roztaczający aromat dymu wedzarnianego. Wspaniale współgra ze smakiem grillowanych mięs, kurczaka w panierce, frytek, a nawet pizzy.

Byliśmy bardzo ciekawi tego kultowego, amerykańskiego smaku. Sos jest bardzo gęsty, ciemny, prawie brunatny, jednak on akurat nie przypadł nam do gustu. Czasem sobie kapkę polejemy na miesku, próbowałam go dołożyc do pieczonej karkówki z ketchupem, Niestety nie jest to nasz smak, nasi znajomi, również nie byli zachwyceni tym sosem. Możliwe, że nasze kubki smakowe niedojrzały jeszcze do tak wyrafinowanych smaków.

 Nasz Hit Remulada duńska 
Skarb narodowej kuchni Danii w polskim wydaniu. Gęsty majonezowy sos z warzywami (kapusta, ogórek, cebula) o lekkim smaku curry.
Wyśmienity do jajej, wędlin, żółtego sera i grillowanych warzyw. Doskonale uzupełnia paluszki, chipsy, nachosy i świeże warzywa.
Remulada, u nas w domu nazwana "Romualdą", a Julka mówi "Ronalda". Świetny smak, podobny do sosów podawanych w budkach nad morzem. Gęsty, jasnożółty, troszkę nam smakuje tak, jakby wymieszać majonez z musztardą. Świetny w smaku, stosujemy prawie do wszystkiego, począwszy od zwykłej kanapki z pomidorem, jako dodatek do sałatek i surówek, Na jajeczko, do nachosów, no wszędzie tam gdzie mamy smaka. Czteroletnia Juleczka uwielbia na kanapkach: "mamo nie zapomnij o Ronaldzie". Mój niejadek nawet przekonał się do kotletów, koniecznie posmarowanych Ronaldem-podpatrzyła od kuzyna, który u nas spędza wakacje. Wiem, ktoś powie, że podaję takie niezdrowe sosy, takiemu małemu dziecku, ale ja po prostu cieszę się, że mała zje coś więcej niż suchą bułkę. Te kilka kropek na kanapce, jej nie zaszkodzi. 
Duże poręczne butelki z zamknięciem na klik, które można odwrócić do góry nogami, ładnie się prezentują na stole, podczas przyjmowania gości nie trzeba bawić się w miseczki, bo butelki prezentuja sie estetycznie. 
Potrawy z dodatkiem sosów nabierają nowego smaku, potrafią poradzić sobie zarówno ze zwykłą wędliną, frytkami, czy też nawet jako dodatek do jajek,wszelakich  sałatek, czy też nawet do maczania chipsów, z sosami można eksperymentować kulinarnie do woli, co kto lubi.My te sosy wykorzystujemy na te wszystkie sposoby, bo to bardzo fajny dodatek do różnorakich dań.
Ja też lubię osłodzic sobie zwykłą potrawę dodakiem sosu, bo jakoś tak lepiej mi smakuje. Teraz kupiliśmy czosnkowy, który też nam bardzo smakuje, ubolewam jednak nad tym, że nie mogę trafić w sklepie na sos tysiąca wysp, który uwielbiam i jestem bardzo ciekawa, czy też zaskoczy mnie swoim smakiem. Ciekawe też jak smakuje sos madziarów, ach tych sosów w portofilio Folwarku jest mnóstwo, i do pizzy, i do hamburgera, każdy znajdzie cos dla siebie.
Ja się cieszę, że poznałam te sosy, bo tak byśmy cały czas żyli w kulinarnej nieświadomości, a w naszym jadłospisie królowały jak do tej pory majonez, sos czosnkowy i klasyczny ketchup, no i sos tysiąca wysp,  a teraz  będziemy poznawać nowe smaki i myślę, że te nowe smaki będziemy wybierać właśnie z Folwarku
Na sam koniec zdjęcia, musicie mi wybaczyć, ale nie mam żadnych ciekawych, i inspirujących do kuchennych eksperymentów, niestety mój laptop był w naprawie i wszystkie zdjęcia stracone, ach co tam zdjęcia, najgorsze, że wszystkie części bajki o Dzwoneczku również stracone-córka niepocieszona.
Nasz grill, jak sie dobrze przyjrzycie, to po prawej jest kebab gyros, a w obok Julki barbecue


 A tu Dominik dobiera się do zawartości lodówki, na półce stoi sobie sos czosnkowy

kostka myjaca Dove

Autor: Malinowa Chatka 5 komentarze
Mydło w kostce, nie znajdziecie go w mojej łazience, nie używałam go od wielu lat. Nie lubię, po prostu, nie podobają mi się mydlane zapachy, nienawidzę wiecznie brudnej mydelniczki, nie znoszę skóry wysuszonej właśnie po umyciu kostką, podczas mycia denerwuje mnie, że zawsze wyślizguje się z rąk i co chwilę trzeba się pochylać, by je sięgnąć. Przyznam szczerze, że gdyby całkowicie znikły ze sklepowych półek, nie czułabym żadnego żalu.
Tak cały czas myślałam, aż trafiły mi się do przetestowania kostki myjące Dove.

Cała trójka, to bardzo przyjemne, choc cały czas mydlane zapachy. Zgrabny kształt, taki "do reki",
Pienią się jak szalone,tworząc przyjemną lekka piankę dobrze oczyszczają skórę i łatwo sie spłukują.
Z dużym wahaniem użyłam kostki pod prysznicem, wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy po kapieli wyszłam z wanny bez uczucia ściągnięcia skóry, skóra gładka, nie przesuszona, nawet miękka i miła w dotyku, przyjemnie pachnąca. Nie do uwierzenia, że mydło, może się tak zachować w stosunku do mojej skóry.
Beauty Cream Bar-klasyk wśród kostek myjacych Dove, niezapomniany, stały zapach.

Kremowa kostka Dove składa się w ¼ z kremu nawilżającego, dzięki czemu już podczas mycia pielęgnuje skórę, przywracając jej prawidłowy poziom nawilżenia. Ponadto zawiera niezwykle delikatne składniki myjące, skutecznie oczyszczające skórę, nie powodując podrażnień. Idealnie usuwa zanieczyszczenia, jak i makijaż. Neutralne pH zapewnia prawidłowy odczyn powierzchni skóry. Zawiera delikatną, oryginalną kompozycję zapachową. Odpowiednia do wszystkich rodzajów skóry i dla osób w każdym wieku.Rekomendowana przez polskich dermatologów.

Gentle Exfoliating -bardzo, bardzo delikatnie peelinguje , tak subtelnie, ze ja tego wogóle nie odczułam.
Składa się w ¼ z kremu nawilżającego, dzięki czemu już podczas mycia pielęgnuje skórę, przywracając jej prawidłowy poziom nawilżenia. Zawiera delikatne drobinki złuszczające, które łagodnie usuwają martwy naskórek, dzięki czemu poprawiają wygląd i stan skóry. Delikatne składniki myjące, skutecznie oczyszczają, nie powodując podrażnień. Kompleks substancji nawilżających, wspomaga procesy regeneracyjne naskórka. Zawiera delikatną, oryginalną  kompozycję zapachową.
Go Fresh restore bardzo przyjemny zapach, rzeski owocowy, ale nadal mydlany

Kremowa kostka myjąca Dove go fresh - restore zawiera ¼ kremu nawilżającego oraz delikatne substancje myjące, dzięki czemu nie wysusza skóry, jak zwykłe mydło. Kostka sprawia, że po myciu skóra jest aksamitnie gładka i delikatna. Dzięki unikalnej formule pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu nawilżenia skóry. Zapach specjalnie stworzony dla kobiet, aby rozpieszczać zmysły zawiera nuty figi i kwiatu pomarańczy. Jego cytrusowo-kwiatowa kompozycja z owocową nutą orzeźwia i przywraca siły witalne, nawet po bardzo męczącym dniu.

Idac dalej za ciosem, postanowiłam użyć kostki myjacej do umycia twarzy, skuszona obietnicami producenta, który zapewnia, że kostkę myjacą można używać do demakijażu. Twarz oczyszczona, świeża i nawet dosć miekka. Tusz udało sie zmyć cały, ale oczywiście piana musiała się dostac do oka, szczypało. Stwierdzam, że moge ich używać do mycia ciała, ale do twarzy jednak będę stosowała mniej inwazyjne kosmetyki.
Ale jest jeszcze jeden duży plus stosowania kostek myjacych Dove, moje dzieci bez problemu myja rączki mydełkami, bardzo mnie to cieszy, nie wysusza im dłoni, a mnie omijają nerwy zwiazane z "naganianiem" ich do łazienki, co prawda, one mają świetną zabawę naciskając mokre mydło i robiąc zawody, które mocniej puknie w wannę, jednak na hasło "idziemy myć rączki" pędzą do łazienki bez marudzenia i to mi sie podoba. W sumie aspekt ekonomiczny też jest ważny, bo mydło w płynie szło u nas litrami, gdzie spora część i tak lądowała w wannie i na podłodze, a tu za niecałe 4 zł, mydlą i mydlą, a wymydlić im trudno.
Nadal nie przepadam za mydełkami, bo cały czas mam brudną mydelniczkę, podczas mycia nadal wyślizguje sie z rąk, jednak teraz juz wiem, że są mydła, które nie wysuszają nam skóry.
Nadejszly zmiany w naszej łazience.

Timotei Moc i Blask Róża z Jerycha

Autor: Malinowa Chatka 0 komentarze
Timotei, zawsze będę miło go wspominać, a to za sprawą ich szamponu ogórkowego, jednego z pierwszych tej marki, a było to lata temu, kiedy jeszcze mój maż, a uwczesny chłopak miał włosy, (długie włosy, no cóż teraz to mu pozostało hm... chłopięce spojrzenie, bo po włosach, prawie nic-twierdzi, że to wszystko przez: "te moje baby"-znaczy się Julkę i mnie)  zawsze będę pamiętała ten zapach świeżego ogórka. Lata minęły, mojemu mężowi włosy się ostro przerzedziły (nie, nie-spokojnie, to nie od Timotei, tylko hm przez nas ? :). Timotei ogórkowy zmienił szatę, skład, a ja w wysypie różnorakich kosmetyków do pielegnacji włosów zmieniałam szampony, zapominajac o naszym "młodzieńczym" faworycie.
I tak oto po kilku latach trafił się w moje łapki, a właściwie włosy, kosmetyk Timotei, tym razem nie ogórkowy, a nowość marki Timotei z serii róża z Jerycha Moc i Blask.


Zarówno szampon jak i odżywka znajdują się w klasycznych prostych butelkach z zamknięciem typu press, bardzo dla mnie wygodnym, bo nie muszę sie męczyc z zakrętkami. 
Szampon Timotei Róza z Jerycha Moc i Blask do włosów normalnych 
 Szampon Timotei z wyciągiem z alpejskich ziół wzmacnia Twoje włosy i wydobywa i naturalny blask.
Przyjazna środowisku butelka! To opakowanie może być w pełni recyklingowane i jest wykonane z 7% mniej plastiku.
Róża z Jerycha jest wyjątkową rośliną, która potrafi przetrwać na pustyni bez wody przez wiele miesięcy i odradza się do życia, gdy spadnie deszcz. Wykorzystaliśmy tę niewiarygodną energię i przelaliśmy ją do wszystkich naszych szamponów i odżywek. Dodaj swoim włosom energii i witalności dzięki nowemu Timotei z Różą z Jerycha. 0% parabenów
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Artemisia Dracunculus Leaf/ Stem Extract, Trehalose, Gluconolactone, Adipic Acid, Sodium Sulfate, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Dimethiconol, Dimethiconol/Silsesquioxane Copolymer, Parfum, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, Laureth-23, Disodium EDTA,PPG-12,Propanediol, Benzophenone-4, BHT,Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 42051, CI 47005

Szampon w lekko zielonym odcieniu, odpowiednio gęsty, dość słabo się pieni, ale to za sprawą dość łagodnych składników w nim zawartych. Dobrze oczyszcza włosy, które po użyciu są miękkie, lekkie, i do tego bardzo ładnie pachną taka świeżością.
Odżywka Timotei Róża z Jerycha Moc i Blask do włosów normalnych 
Róża z Jerycha jest wyjątkową rośliną, która potrafi przetrwać na pustyni bez wody przez wiele miesięcy i odradza się do życia, gdy spadnie deszcz. Wykorzystaliśmy tę niewiarygodną energię i przelaliśmy ją do wszystkich naszych szamponów i odżywek. Odżywka dodaje włosów blasku i odżywia je. Sprawia że stają się miękkie i lśniące.
Sklad:  Aqua, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Artemisia Dracunculus Leaf/Stem Extract, Trehalose, Gluconolactone, Adipic Acid, Sodium Sulfate, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Amodimethicone, Dimethicone, Parfum, Sodium Chloride, PEG-7 Propylheptyl Ether, PEG-150 Distearate, Disodium EDTA, Dipropylene Glycol, Propanediol, Lactic Acid, DMDM Hydantoin, Phenohyethanol, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylpheryl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Odżywka natomiast jest białoperłowa, gęsta, i bardzo wydajna, wystarczy odrobina by włosy stały się nawilżone, miękkie i łatwe do ułożenia.
Fajny zestaw dla włosow normalnych, miło się go stosowało, za efekty, czyli lekkie,nawilżone i  świeże włosy, za piekny, długo utrzymujacy się zapach, ale też od strony technicznej, to za wygodne opakowania oraz zamknięcia typu press.
Fajna odmiana dla moich włosów, choć one jednak potrzebują produktów bardziej odżywczych, więc zostaje mi poszukac czegoś innego  z Timotei , no ale jesli moje włosy też tak będą pachniały, to ho ho .

Perły piorące Perlux

Autor: Malinowa Chatka 0 komentarze
Witajcie
Dziś post na temat "Perfekcyjna Pani Domu" Czy jestem perfekcyjna? Nie sądzę, ale mam coś, co bardzo ułatwia życie domowe i pozwala lepiej zorganizować prace porządkowe.
 Chodzi mi o pranie.
Kapsułki piorące na pewno wszystkim są znane, dlaczego ja je lubię?
-są łatwe w użyciu, nie trzeba miarką odmierzać odpowiedniej  ilości proszku, po prostu wkładam kapsułkę na dno bębna, wkładam pranie i voala
-oszczędzam miejsce, bo nie potrzebuję dużych worków z proszkiem,  mega butli z płynem do płukania i dodatkowo odplamiaczy. To jest też ważne przy dzieciach, bo pudełko z kapsułkami jest małe i spokojnie mieści się wysoko na półce i mam pewność, że mój Dominik czasem nie wpadnie na pomysł by moich proszków nie użyć do zabawy, tudzież posmakować.
-no i najważniejsze-luksus czystej pralki, stosując proszki i płyny zawsze coś się osadzi w komorach, a tutaj moja pralka jest czyściutka i nie muszę jej stale czyścić.

Do pereł piorących  Perlux, bo o nich dziś Wam opowiem, byłam początkowo nastawiona sceptycznie. Marka zupełnie mi nie znana, choc producentem jest Lakma, która raczej kojarzyła mi się zawsze z produktami do podłóg.


Producent reklamuje je "jako najskuteczniejsze perły piorące dostępne na rynku".  Usuwa najtrudniejsze plamy z : herbaty, czerwonego wina, pomidora, sosu mięsnego, krwi, trawy, białka.
To co ma za zadanie wyróżnić perły spośród innych dostępnych na rynku tego typu środków:
-najskuteczniejsze działanie
-połączenie żelu i proszku
-ochrona przed kamieniem
-ochrona koloru tkanin
-bezpieczny dla alergików
-łatwość w zastosowaniu jedna perła=jedno pranie
-wybielanie i ochrona tkaniny przed szarzeniem
-produkt polski
-dodatek odplamiacza
-długotrwały i przyjemny zapach
Producent radzi, by przy użyciu pereł piorących, zastosować minimalna temperaturę prania 40 stopni, oraz cyklu prania minimum 40 minut, co jest gwarancją całkowitego rozpuszczenia się perły piorącej i zawartego w niej proszku


 Sprawdziłam jak poradziły sobie kapsułki z plamami, które najczęściej się u nas pojawiają, czyli:
-dżem
- ketchup
- przecier pomidorowy przecież na obiad mogłaby być zawsze pomidorówka i spagetti
- sadza od pieca,bo moje dzieci uwielbiają rozpalać w piecu (oczywiście-tylko podają drewka, ale za to ja zawsze łokciem spiknę się z drzwiczkami
-smary oraz sadza z rury wydechowej motoru, bo przecież moje dzieci, to za ojcem-fani starych motorów
podkład  Loreala Infallible
-domowy sok wiśniowy
Starą bluzkę zaplamiłam, na noc całą w plamach zostawiłam,

Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona, bo bez namaczania, bez prania wstępnego-jedna kapsułka podczas prania w 40 stopniach, dobrze sobie poradziła.
Fakt-została odrobina sadzy, napis długopisem jedynie zblakł, banan niestety pozostawił plamy,a mój podkład jest nadal widoczny-ciekawe, co on w sobie ma.

Z nadzieją podeszłam do plam po trawie, które się przytrafiły na legginsach mojej Julki,  tu się również nie zawiodłam , bo plama z trawy....  zeszła całkowicie. Świetnie rozjaśnia też białe ubrania.

Jestem zadowolona z  pereł piorących Perlux.  Pranie czyste, miękkie, pachnące, mam nadzieję, że ochroni kolorowe  ubrania, a białe przed szarzeniem. Najważniejsze, czyli usuwanie plam, to mając doświadczenie z wieloma detergentami do prania, Perły mimo wszystko poradziły sobie całkiem dobrze, ponieważ są plamy (jak właśnie trawa, czy banan) które naprawdę trudno jest usunąć bez użycia odplamiacza, a istnieje duże ryzyko, że odplamiacz po prostu "wygryzie" plamę razem z kolorem
Producent zapewnia, że jest bezpieczny dla alergików,  tu się nie zgadzam, bo jeśli zawiera w sobie jakieś składniki chroniące pralkę przed kamieniem, oraz ma w sobie odplamiacz, no to dla mnie jedno przeczy drugiemu. U nas nie spowodował reakcji alergicznych, ale ryzyko istnieje.
Cenowo, w Almie widziałam opakowanie 24 szt, w cenie 38,99, co nam wychodzi za 1 sztukę perły 1,62 czyli taki jest  koszt całości detergentów  na jedną pralkę. Proszek Persil, który mam z Niemiec, kosztował mnie 65 zł za opakowanie 6,5 kg, które powinno wystarczyć na 100 prań, czyli porcja proszku wychodzi ok. 0,70 gr, plus do tego płyn do płukania Lenor za 16 zł, który powinien wystarczyć teoretycznie na 54 prania , czyli 0,30 gr, to mamy 1 zł, Staram się  unikać  odplamiaczy jak tylko mogę, nie stosuję i nie planuje stosować produktów ochraniających pralkę.
Różnica ok. 0,60 gr, wydaje się nie dużo, jednak już przy powiedzmy 20 praniach, to nam się robi 12 zł, czy dużo, czy mało każdy musi zdecydować sam.
Jest to mój kolejny udział w kampanii prowadzonej przez Agencję Marketingową Streetcom , z wielką przyjemnością i z czystym sumieniem  jako Ambasadorka marki Perlux mogę Wam polecić perły piorące Perlux








Mój krem Nr 11 i 12 czyli Fitomed i moje kolejne zauroczenie

Autor: Malinowa Chatka 1 komentarze
Moja cera, totalna złośnica, w wieku 30 lat, powinnam już spokojnie skupić się na porządnej pielęgnacji przeciwzmarszczkowej, ale nie, bo oczywiście, moja skóra musi się "fochnąć" i pokazać na co ją stać, Przed miesiączką, potrafi nawiedzić twarz syfkami, teraz to nawet już lubi wyskoczyc jakaś krostka nawet w okolicach owulacji, no świruje, a ja ją tak szanuję i o nią dbam, wdzięczna, nie ma co!.
No nic, nie narzekam, tylko ratuję ją jak mogę. Tym razem trafiły do mnie kosmetyki polskiej marki Fitomed, które wcześniej juz miałam przyjemność stosować, a ich płyn oczarowy kupuje namiętnie już od prawie 4 lat. Kosmetyki mają świetne, bo bardzo naturalne, ziołowe. Bardzo je lubię.


Mój krem Nr 11 przeznaczony do cery tłustej i mieszanej z rozszerzonymi porami
Skład: świeży napar ziołowy z oczaru wirgińskiego, pięciornika i skrzypu (ok 80%), olej z czarnuszki siewnej
Substancje czynne: garbniki, flawonoidy, krzemionka, olejki eteryczne, nnkt.
Działanie opiera się na obecnym w kremie świeżym wyciągu wodnym (ok. 80%) z ziół o wysokiej zawartości garbników tradycyjnie stosowanych w fitoterapii  Substancje czynne zawarte w naturalnych składnikach kremu mają właściwości ściągające rozszerzone pory i wygładzające. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej (jednego z nielicznych olejów używanych w pielęgnacji cery tłustej) stabilizuje barierę lipidową naskórka.    
Właściwości krem o lekkiej konsystencji i naturalnej nucie ziołowej.



Opakowanie kremu, to niepozorne, pastikowe okrągłe pudełeczko ,pojemności 50 ml. zabezpieczone sreberkiem. Sam krem po otwarciu mnie bardzo zdziwił, bo jest koloru lekko brunatnego, muszę przyznać, że nie wyglądał zbyt zachęcająco. Do tego ten zapach dość intensywny bardzo ziołowy. Bałam się go bardzo, no jak tak zioła, teraz latem, będzie mnie wysuszał, nie wiadomo co mi zrobi, miałam do niego kilka podejść, nakładałam i czekałam na reakcje skóry, bałam się podrażnień. Naprawdę zanim go nałozyłam na dłużej minął co najmniej tydzień.Strasznie się bałam tego ziołowego aromatu. Na szczęście nic się nie działo złego. Ach bo człowiek zwyczajny perfumowanych kosmetyków, nie potrafi docenić naturalnych, zdrowych zapachów.Zapach jednak szybko się ulatnia, wiec nie ma problemu.  Na mojej skórze rozprowadza się dość ciężko, tak jakby tępo,dodatkowo pozostawia po aplikacji lekki film dlatego  postanowiłam go stosować na noc. I powiem Wam, że jestem bardzo zadowolona, pory są ściągnięte, skóra wygładzona, a wypryski i krostki złagodzone juz po pierwszym użyciu na noc. Koi podrażnienia,ściąga, ale też nie wysusza, skóra jest przyjemna, i miękka w dotyku. 


Mój krem Nr 12 do cery tłustej i trądzikowej 
Skład: świeży napar ziołowy z pomarańczowych płatków nagietka, bratka polnego, lukrecji gładkiej (ok. 80%), olejek z drzewka herbacianego, olej z czarnuszki siewnej. 
Substancje czynne: saponiny, flawonoidy (rytynozyd, kwercetyna), fitosterole, kumaryny, olejki eteryczne, nnkt.
Działanie: opiera się na obecnym w kremie świeżym wyciągu wodnym (ok. 80%) z ziół tradycyjnie stosowanych w polskiej fitoterapii i antyseptycznego działania olejku z drzewka herbacianego. Substancje czynne zawarte w naturalnych składnikach kremu mają właściwości oczyszczające i zmiękczające zatkane ujścia gruczołów łojowych. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej (jednego z nielicznych olejów używanych w pielęgnacji cery tłustej) stabilizuje barierę lipidową naskórka.
Właściwości: krem o naturalnej nucie ziołowej szybko się wchłania. Zmiękcza skórę bez pozostawienia tłustego filmu. Wykazuje właściwości matujące. 




Krem Nr 12, to również małe plastikowe pudełeczko, tutaj juz mamy biały kolor, ale zapach nadal ziołowy, w pewnym momencie już go tak polubiłam, że aż mi było smutno, gdy się juz ulatniał. Nr 12 jest lżejszy od swojego brata, łatwiej się rozprowadza, szybko wchłania, wiec stosowałam go na dzień. Fajnie sie sprawdził, bo również nie wysusza, spokojnie można go stosować pod makijaż i co ważne nie zostawia filmu. Skóra długo pozostaje matowa, nie świeci się, po dłuższym stosowaniu, ok. miesiąca zauważyłam, że skóra wydziela mniej sebum, na upalne dni działa rewelacyjnie.

Tak jak wspomniałam na poczatku, kremy znajduja się w nie rzucających sie w oczy  opakowaniach, etykiety nie krzyczą z daleka "wybierz mnie!" Ale te niepozorne pudełeczka kryja w sobie wielką moc ziół i naturalnych składników. Nie znajdziemy w nich substancji zapachowych, parabenów, barwników, za to mamy porządny zestaw naprawczy dla skóry mieszanej, tłustej i trądzikowej. 
Bałam się ich odrobinę, przyzwyczajona do kremów napakowanych chemią i konserwantami, jednak niepotrzebnie, a tak jak te kremy poprawiły stan mojej skóry, to jeszcze żadne tak sie nie sprawdziły.
Nazwa adekwatna do produktu- Mój Krem , to naprawdę moje kremy.
Planuję kupić krem nr 11mojej nastoletniej siostrzenicy na urodziny, pewnie się zdziwi, myśle, że się nie obrazi, kiedy pozna jego działanie.
 

Malinowa Chatka Copyright © 2011 Design by Ipietoon Blogger Template | Make Money from Zazzle|web hosting