Masło do ciała z ekstraktem z granata, masłem karite i oleju kokosowym, które jest przeznaczone dla skóry normalnej i ma za zadanie nawilżyć ją i zregenerować.
Zakręcany plastikowy pojemnik o całkiem przyjemnym różowym-wpadającym w ciemną fuksję, kolorze, o pojemności 200 ml. Dodatkowa tekturowa "owijka"-jak dla mnie całkiem zbędna (dbajmy o ekologię-wystarczył by opis na pojemniczku). Ale za to w środku-budyń w kolorze lekko malinowym o cudnym zapachu granata. Bardzo treściwy, ale lekki i łatwy w rozsmarowywaniu. Po nałożeniu skóra jest lekko natłuszczona, ale nie lepka i klejąca. Nie macie pojęcia jaka to przyjemność używać czegoś tak miło pachnącego, po 9 miesiącach kosmetyków ciążowych.
Co do działania, to dla mojej skóry normalnej-jest ok, dobrze nawilża, skóra pozostaje miła w dotyku, zapach może nie utrzymuje się jakoś mega długo, mimo wszystko, przez chwilę jest. Nie wiem jak sprawdzi się u właścicielek suchej skóry, możliwe, że nawilżenie będzie zbyt słabe, jednak u mnie sprawdził się naprawdę dobrze.
Mam ochotę wypróbować pozostałe masełka od Bielendy.
Drugi produkt, to cukrowy krem do depilacji dla skóry delikatnej, przeznaczony do ciała, twarzy i bikini-ekspresowy, działa w 5 min.
Mamy przyjemność z tubką o pojemności 100 ml, oraz całkiem wygodną szpatułką, czyli zestaw klasyczny.
Sam krem odpowiednio gęsty, nie spływa, łatwo go nałożyć, zapach dość znośny, mało uciążliwy jak na kremy depilacyjne.
Co do działania- jak zwykle nie spodziewałam się cudów, jednak ten krem troszkę mnie zaskoczył, może i nie usunął owłosienia na nogach, ale za to poradził sobie z okolicami bikini -co jest dla mnie zaskoczeniem.
Czyli podejrzewam, że u dziewczyn, które mają delikatne owłosienie, bez trudu zda egzamin. Ja do niego ewentualnie wrócę, jeśli będę chciała poprawić sobie okolice "majteczkowe", tym bardziej, że wygodnie się go używa, nie "zajeżdża " aż tak chemią i co najważniejsze-nie podrażnia, nie wysusza i nie zostawia na skórze tych paskudnych kropko-krostek.
Niestety nogi nadal będą "katowane" depilatorem lub golarką
Kosmetyki Bielendy przetestowałam dzięki współpracy z portalem Depilacja bez tajemnic, na który zapraszam, ponieważ mają bardzo ciekawe artykuły nt. depilacji ale też często organizują fajne konkursy, w których do wygrania są kosmetyki, bo pamiętajcie-nie znacie dnia ani godziny, kiedy będzie trzeba odsłonić ciało:)
20 komentarze:
mam to w zapasie, czeka na testy, ale avokoadowe uwielbiam :D
Masło z granatem mogłoby mi przypasować.
Mała wszelakie uwielbiam oby pięknie pachniały i w miarę szybko się wchłaniały:)
:*
Uwielbiam ich masła do ciała
z Bielendy mam peeling do ciała, awokado chyba, jest super - delikatny, nawilża. lubię go bardzo :)
Mnie już dosyć dawno kusi to masło, ale mam tak ogromne zapasy, że nawet za pół roku nie uda mi się go kupić ;/
Lubię takie ładnie pachnące kosmetyki :)
Oj ale fajnie sie wydaje te masełko ja miałam peeling.
U mnie granat się nie sprawdził, ale oliwka i bawełna były cudowne:)
bardzo ciekawi mnie to masełko :)
miałam z tej firmy masło czarna oliwka i bardzo lubiłam i na granata sie teraz czaję :)
jeszcze nie miałam:)
Nie miałam i nie kupię, dla mnie będzie za słaby, musiałby dorownać masłu shea, a ku temu cieżko :)
Akurat to masełko należy do moich ulubionych z Bielendy.Zapach obłędny.
Kurcze, szkoda mi tego preparatu do depilacji. Sądziłam, że okaże się remedium na moje problemy.
Uwielbiam zapach granata we wszystkim :)
Ja z Bielendy miałam peeling (granat) i bardzo go polubiłam. Może teraz skuszę się na masło :)
Odkąd zrezygnowałam z maszynki i przestawiłam sie na wosk i kremy, włochy na nogach zrobiły się ciensze i z każdym kolejnym razem taki krem jest coraz bardziej skuteczniejszy. Tego o którym piszesz jeszcze nie próbowałam ale pewnie kiedyś go kupię dla testu.
Ciekawe to masło do ciała :))
wyobrażam sobie jaką miałaś radość :) takie masełko chętnie wypróbuję :))
Prześlij komentarz